Analityk a administracja publiczna
Jakiś czas temu znajomy opowiedzial mi historię dotyczącą rekrutacji do jednej z instytucji administracji publicznej na stanowisko analityka.
Nie od dziś wiadomo, iż w takich instytucjach obowiązują pewne sztywne zasady, które nie spotykane są w żadnej prywatnej firmie, a już na pewno nie sztywne i dyskryminujące widełki płacowe (sic!)
Ale do rzeczy... rekrutacja dotyczyła pracy, przy projekcie który dopiero miał się rozpocząć i miał być realizowany własnymi siłami (bez zlecenia wytworzenia zewnętrznym firmom
Jak wiadomo stanowisko analityka jest jednym z kluczowych ról w każdym projekcie IT. Nie bez znaczenia jest tutaj doświadczenie kandydata a taka osoba oczywiście kosztuje. Oczywiście propozycja wynagrodzenia złożona koledze nijak miała się do warunków panujących na rynku (nieszczęsne widełki). Oczywiście kolega nie przyjął propozycji.
Ale sytuacja ta wymusza zastanowienie się nad sensownością widełek płacowych, które blokują zatrudnienie specjalistów IT.
Ponoć na potrzeby realizacji projektu zostali zatrudnieni już inni członkowie zespołu (głównie programiści i kierownik zespołu). Nasuwa się pytanie czy to są specjaliści czy dopiero kandydaci na specjalistów (np. absolwencji), którzy się trochę poduczą i przyjmą ofertę za normalne pieniądze a na ich stanowisko zostaną zatrudnieni inni "specjaliści".
Pomyślałem ok... taki mają model pracy... chcą spróbować własnych sił i chwała im za to. Ale czy mimo wszystko nie jest to syzyfowa praca i wyrzucanie pięniędzy w błoto?
Czy taka instytucja ma jakąś alternatywę? Owszem - zlecić wytworzenie oprogramowania w drodze przetargu zewnętrznej firmie. Oprócz wszelkich ryzyk, które się wiążą z takim modelem na uwagę zasługuje również fakt, iż także przy takim modelu niezbędne jest również posiadanie po swojej stronie analityka bądź zespołu analityków. Wszak ktoś musi zebrać wymagania, zarządzać nimi, zarządzać zmianami, opiniować, proiorytezować, nadzorować i tak dalej. I znowu nasuwa się pytanie, kto za takie wynagrodzenia jakie oferują instytucje administracji publicznej będzie pełnił rolę analityka a nie "analityka." I znowu tutaj rozwiązaniem może być niezależny przetarg na analizę, ale zazwyczaj analiza i wytworzenie oprogramowania są zlecane firmom wykonawczym "w pakiecie", które robią generalnie "pod siebie" taką analizę. I w tym momencie następuje cała lawina problemów, błędnego zrozumienia wymagań i rzeki zmian za które oczywiście płaci instytucja zamawiająca. I tak koło się zamyka. Instytucja ma reguły "ograniczające" wydatki, więc pewne rzeczy zleca się na zewnątrz za które się słono płaci i ciągłe poprawki, zmiany, poprawki.
Coż... mógłby w końcu ktoś pójść po rozum do głowy i zastanowić się nad tymi nie koniecznie przemyślanymi mechanizmami "ograniczającymi" wydatki z budżetu, a które w dłuższej perspektywie przynoszą wzrost kosztów.